💛 O powstaniu marki Mana Mana
czyli historia, która wcale nie miała być o torebkach...
Zawsze chciałam robić coś, co będzie miało sens, co będzie potrzebne światu. Coś, co będzie piękne, trochę zaskakujące i oryginalne. Ta potrzeba wyróżniania, bycia „z przodu” – od zawsze mnie charakteryzowała.
Z wykształcenia jestem dziennikarką – skończyłam studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i specjalizację na Uniwersytecie Gdańskim. Ale zamiast pracować w redakcji i ścigać się z czasem, wylądowałam… w moim maluteńkim pokoju w rodzinnym domu, z hafciarką komputerową podarowaną przez mojego tatę i milionem pomysłów w głowie.
Żeby nie było, ja naprawdę próbowałam swoich sił w zawodzie. Pamiętam to jak dziś. Mam 23 lata, jadę tramwajem, na kolanach miętoszę torbę, w której wiozę wypożyczony dyktafon. Wypełniłam pamięć nagraniami reportaży, sond ulicznych, wypowiedzi komendanta w jakiejś ultra dziwnej sprawie, – słowem, materiałem z całego dnia. Materiałem potrzebnym do newsów emitowanych o 16:00.
Tylko, że była już 16:13 i jeszcze do tego jadę bez biletu.
Na zawsze zapamiętałam ten stres i presję. Bynajmniej nie z powodu jazdy na gapę. Zrozumiałam, że tak nie chcę. Że ja nie tylko jadę na gapę tym tramwajem, ale że w ogóle sytuacja w której się znalazłam to „nie mój pociąg!” Przecież słynęłam z wychillowania, to gdzie ja teraz miałabym się skazywać na TAKI STRES? …
Po czym niedługo później zrobiłam sobie firmę, w której zatrudniam 10 ludzi, z którymi realizuję kilkanaście tysięcy zamówień rocznie.
I gdzie tu logika?
Z tym moim biznesem było tak, że nie miałam planu. Nie miałam strategii. Była tylko potrzeba tworzenia – i kawałek czerwonego filcu, który mama zamieniła w pierwszą torbę.
Był na nim wyhaftowany cyfrowo ludowy wzór w dzikich kolorach, który odrzuciłam jako próbkę, a mama? Zszyła wszystko po swojemu na domowym Łuczniku i zostawiła mi na biurku.
Zrobiłam tej torbie kilka zdjęć – oczywiście aparatem taty – i wrzuciłam do Internetu…
Skubana sprzedała się w godzinę.
To był ten moment. Czułam, że coś się zapaliło.
🧵 Co mnie kręciło?
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to nie o torebki chodzi, tylko o to, co można dzięki nim przekazać.
O poczucie, że coś stworzyłam. Że komuś towarzyszy to, co zrobiły moje ręce.
Że ktoś z własnej woli wybiera coś, co ja zaprojektowałam. To była dla mnie magia.
Każdy, kto spełnia się w swojej pracy, wie, o czym mówię.
Kiedyś to się nazywało „satysfakcja”.
Dzisiaj – wyrzut dopaminy. No dobra, niech będzie.
Nie szyłam wtedy sama (nie potrafię do dziś!) – pierwsze modele powstawały we współpracy z Anią z zakładu krawieckiego, którą poznałam… odbierając obszyte zasłony dla mamy. To był czas wielkich odkryć i wielu nieprzespanych nocy.
Uczyłam się haftów cyfrowych, programów graficznych, obróbki zdjęć, prowadzenia social mediów – wszystkiego od zera.
A materiały? Kupowałam je z pieniędzy ze spadku po moim ukochanym węgierskim dziadku Laszló.
Każda sprzedana torebka była jak pierwszy dzień wiosny.
To było uczucie sukcesu. Nie dla kasy. Zupełnie nie.
Wyszukiwałam sobie kiermasze, na których mogłabym się pokazać. Siostra i mama pomagały mi się przygotować – mocując różne metalowe elementy w torebkach, bo sama nie dawałam już rady. Zawsze wracałam z pustymi rękami, ale pełną kasetką.
Takie były moje początki.
✨ A skąd ta nazwa „Mana Mana”?
Tu nie będzie wzniosłej opowieści.
Nazwę wymyślił mój brat – ot, bo brzmiała zabawnie, lekko szurnięcie, trochę jak ja.
Dopiero gdy dziennikarze w różnych wywiadach zaczęli mnie pytać „co to właściwie znaczy?”, zaczęłam odkrywać znaczenie tego zlepku.
I okazało się, że mana to duchowa siła, moc, energia – pojęcie z kultury polinezyjskiej.
Z kolei mano po hiszpańsku znaczy „dłoń” – a przecież wszystko u nas robione jest ręcznie.
I nagle to, co było przypadkiem, okazało się idealnie trafione.
Bo Mana Mana to właśnie to – ręce, które tworzą torebkowe cuda.
I moc zaklęta w personalizacji.
💬Co robimy inaczej niż reszta?
Myślę, że przede wszystkim jesteśmy dobre w słuchaniu – w tym dopasowywaniu się do naszych klientek: ich potrzeb, nawyków, upodobań.
Większość produktów jest szyta na zamówienie.
Nie mamy magazynu wypełnionego po brzegi towarem.
Masz pomysł? My go uszyjemy.
Masz nietypową prośbę? Znajdziemy rozwiązanie.
Dzięki kreatorowi online możesz zaprojektować własną torbę – wybierasz fason, tkaniny, kieszenie, paski.
To jak gra w planszówkę z samą sobą – tylko na końcu masz przesyłkę, a nie metę. 📦
No i to my jesteśmy pionkiem w Twoich rękach, bo sama decydujesz o wszystkich elementach torebki.
💪 Nasze wartości?
Zależy nam na tworzeniu rzeczy na długie lata.
Są klientki, które noszą nasze torby 7, 8, nawet 10 lat – i mówią, że nie mają potrzeby zmieniać.
To dla mnie największy komplement. Bo trwałość w dzisiejszym świecie to bunt.
Szyjemy z szacunkiem do każdego skrawka materiału.
Nasze torby to nie sezonowy must-have.
Jest wciąż tyle zamówień, że nie mamy nawet możliwości uczestniczenia w wyścigu na wypuszczanie kilku nowych kolekcji w roku – jak inne marki.
🧠 A te studia dziennikarskie?
No, przydały mi się – powiem.
Do opowiadania historii. Do ciągnięcia klientek za język. Rozmów z dziennikarzami. Do budowania fajnej narracji wokół marki. That’s my job!
Do pisania tak, jak teraz piszę do Ciebie.
Bo Mana Mana to nieustający reportaż – z wnętrza kobiecej torebki.